Czy low-code w erze vibe codingu ma jeszcze sens?

12 lutego 2026
Małgorzata Rząd-Poźniak
Czy low-code w erze vibe codingu ma jeszcze sens?
7 min.

Vibe coding coraz częściej pojawia się jako obietnica „świętego Graala” wytwarzania aplikacji, szczególnie tam, gdzie liczy się szybkość i natychmiastowa weryfikacja pomysłów. Czy tworzenie oprogramowania biznesowego również wchodzi w etap, w którym wystarczy opisać intencję, by otrzymać kompletne, działające rozwiązanie?

Oprogramowanie dla firm – czy vibe coding zastąpi low-code?

Rozwój dedykowanego oprogramowania biznesowego od lat przebiega etapami. Pojawiają się nowe podejścia, narzędzia i modele pracy, które zmieniają sposób budowania systemów. Zazwyczaj nie oznacza to jednak nagłego porzucenia dotychczasowych rozwiązań, lecz stopniowe przesuwanie akcentów i rozszerzanie możliwości zespołów IT oraz biznesu. Podobną sytuacją obserwujemy również dziś w kontekście rosnącej popularności vibe codingu oraz dojrzałych platform low-code.

Podobną sytuację obserwujemy dziś w kontekście rosnącej popularności vibe codingu oraz dojrzałych platform low-code. Oba podejścia odpowiadają na inne potrzeby i coraz częściej funkcjonują obok siebie.

Centrowanie filmu YouTube

Dlaczego vibe coding zyskuje na popularności?

Analitycy Gartnera przewidują, że do 2028 roku nawet 40% nowych systemów biznesowych może powstawać z wykorzystaniem technik AI-driven, takich jak vibe coding. Szybka popularyzacja tego trendu nie jest przypadkowa – dla wielu zespołów jawi się on jako „święty Graal” tworzenia oprogramowania, bo trafia w realną potrzebę rynku: maksymalne skrócenie drogi od intencji do działającego rozwiązania. Zamiast specyfikacji, backlogów i tygodni developmentu – opisujemy potrzebę językiem naturalnym, a AI generuje za nas kod.

Vibe coding świetnie sprawdza się tam, gdzie liczy się tempo, eksploracja i szybka iteracja.

Vibe coding to podejście, w którym użytkownik definiuje intencję lub oczekiwany rezultat, a model na tej podstawie generuje gotowy kod – często od razu gotowy do uruchomienia, co umożliwia szybkie zweryfikowanie efektów i przyspiesza proces wytwarzania oprogramowania. Świetnie sprawdza się zatem tam, gdzie liczy się tempo, eksploracja i szybka iteracja – pozwala „zmaterializować” pomysł i zobaczyć go w działaniu, zamiast jedynie wyobrażać sobie jego funkcjonowanie na podstawie opisów w prezentacjach czy dokumentach. Nie jest to jednak podejście zaprojektowane jako pełny model wytwarzania i utrzymania systemów biznesowych w długim horyzoncie, ponieważ nie eliminuje wyzwań, pojawiających się w dalszych etapach rozwoju oprogramowania – zwłaszcza tych związanych z bezpieczeństwem, standaryzacją i odpowiedzialnością za systemy, które mają działać niezawodnie przez lata. I właśnie w tym miejscu pojawia się naturalna przestrzeń dla low-code.

Low-code jako architektura przewidywalności

Low-code jest dziś dla wielu firm sprawdzonym i ugruntowanym sposobem tworzenia systemów wspierających procesy biznesowe. W tworzeniu oprogramowania biznesowego działa jak zestaw szyn – świadomie ogranicza pewne decyzje projektowe po to, by zwiększyć przewidywalność, bezpieczeństwo i skalowalność. Dzięki temu zespoły nie budują kolejnych systemów od zera, lecz poruszają się w sprawdzonych modelach. W praktyce oznacza to:

  • standaryzację,
  • mniej jednorazowych rozwiązań,
  • łatwiejszą współpracę między zespołami,
  • większą kontrolę nad cyklem życia aplikacji.

Low-code nie konkuruje z szybkością eksperymentu. Zapewnia strukturę, która pozwala przekształcić eksperyment w stabilny system.

AI wygeneruje kod, ale kto odpowiada za jego bezpieczeństwo?

Jednym z kluczowych obszarów, w których różnica między low-code a vibe codingiem staje się szczególnie widoczna, jest bezpieczeństwo. W modelu vibe codingu można szybko otrzymać działający kod, jednak kwestie takie jak zarządzanie uprawnieniami, walidacja danych, obsługa sekretów czy kontrola logów, nie zawsze są traktowane jako fundament rozwiązania. To oznacza, że odpowiedzialność za ich poprawne zaimplementowanie spoczywa na użytkowniku.

Low-code narzuca domyślne mechanizmy bezpieczeństwa i wymusza ich stosowanie na etapie konfiguracji.

Platforma low-code działa inaczej – narzuca domyślne mechanizmy bezpieczeństwa i wymusza ich zastosowanie na etapie konfiguracji. Dostęp do danych, role użytkowników, rejestrowanie zdarzeń czy integracje realizowane są w sposób ustandaryzowany i zgodny z przyjętymi praktykami. Dobre środowisko low-code jest „secure by default”, co znacząco ułatwia spełnienie wymagań wewnętrznych polityk bezpieczeństwa oraz standardów organizacyjnych. W kontekście systemów, które mają działać stabilnie przez lata, ta różnica ma fundamentalne znaczenie.

Governance i compliance w erze oprogramowania tworzonego z AI

Jeśli bezpieczeństwo jest pierwszym obszarem, w którym różnice między vibe codingiem a low-code stają się widoczne, to governance i compliance są naturalną konsekwencją tej dyskusji. Wraz ze wzrostem liczby danych, integracji i systemów rośnie nie tylko złożoność środowiska IT, ale również odpowiedzialność organizacji za to, co trafia na produkcję.

Dopóki system pozostaje na etapie eksperymentu, kwestie te mogą wydawać się drugoplanowe. Sytuacja zmienia się jednak w momencie, gdy rozwiązanie trafia do środowiska produkcyjnego i zaczyna obsługiwać realne procesy biznesowe, użytkowników oraz dane wrażliwe. Wtedy pojawiają się konkretne pytania:

  • kto wdrożył zmianę?
  • kto ją zatwierdził?
  • co dokładnie zostało zmodyfikowane?
  • jak szybko jesteśmy w stanie przywrócić poprzedni stan systemu?

– zapewnienie pełnej ścieżki audytu, kontroli wersji, zarządzania uprawnieniami oraz możliwości bezpiecznego rollbacku nie jest kwestią wygody pracy zespołu, lecz wymogiem operacyjnym – a często również regulacyjnym.

Dojrzałe platformy low-code projektowane z myślą o środowiskach enterprise wbudowują te mechanizmy w swoją architekturę. Wydzielone środowiska, jasno zdefiniowane role, kontrolowane ścieżki publikacji i rejestracja zmian tworzą spójny model zarządzania systemem. Dzięki temu proces wytwarzania i utrzymania systemu może pozostawać transparentny, audytowalny i zgodny z przyjętymi standardami organizacyjnymi. To praktyczna realizacja zasady „secure by default” – bezpieczeństwo i kontrola są elementem konstrukcji platformy, a nie dodatkiem wdrażanym dopiero po pojawieniu się problemów.

To sposób zarządzania zmianą i uprawnieniami przesądza o tym, czy governance w low-code jest realnym mechanizmem kontroli, czy jedynie deklaracją bez narzędzi egzekucji.

Jednocześnie sama deklaracja „low-code” nie gwarantuje dojrzałości. Warto zatem ocenić, czy wykorzystywana w organizacji platforma rzeczywiście wspiera taki model działania w praktyce. To sposób zarządzania zmianą i uprawnieniami przesądza o tym, czy governance jest realnym mechanizmem kontroli, czy jedynie koncepcją – bez realnych narzędzi egzekucji.

Technologiczny hype w konfrontacji z codziennością

Różnice między podejściami szczególnie wyraźnie ujawniają się wtedy, gdy rozwiązanie przestaje być prototypem, a staje się systemem utrzymywanym w czasie. W modelu vibe codingu uwaga często koncentruje się na szybkim dostarczeniu najbardziej atrakcyjnych funkcjonalności biznesowych. Dopiero później pojawiają się mniej spektakularne, lecz kluczowe elementy: zarządzanie wdrożeniami, rollback, praca na środowiskach, testy regresji czy kontrola wersji. To właśnie one decydują o stabilności w długim horyzoncie i to właśnie low-code wprowadza w tym zakresie jasne reguły i kontrolę.

Nieprzypadkowo coraz częściej mówi się teraz o zjawisku „shadow AI” – analogicznym do znanego wcześniej problemu „shadow IT”. Dynamiczny rozwój vibe codingu może prowadzić do powstawania wielu niekontrolowanych mikroaplikacji, które w krótkim okresie szybko rozwiązują konkretny, „lokalny” problem, ale w skali organizacji stają się trudne do nadzorowania, utrzymania i zabezpieczenia. W tym kontekście low-code nie tyle ogranicza kreatywność, co porządkuje ją w ramach, które pozwalają organizacji rosnąć bez utraty kontroli.

Suwerenność technologiczna – ryzyko, którego nie widać w specyfikacji

Dyskusja o governance i compliance coraz częściej wykracza poza kwestie procesowe czy operacyjne. Obejmuje również pytanie o to, kto faktycznie kontroluje technologię, z której korzysta organizacja.

Wiele popularnych rozwiązań vibe coding opiera się na technologiach rozwijanych poza Europą – zarówno w warstwie modeli AI, jak i infrastruktury obliczeniowej. To rodzi pytania nie tylko o zgodność regulacyjną, ale również o odporność na niepewną sytuację geopolityczną. W świecie, w którym napięcia gospodarcze stały się stałym elementem rzeczywistości, zależność od kluczowych komponentów rozwijanych i utrzymywanych poza UE przestaje być wyłącznie kwestią techniczną.

Coraz więcej organizacji analizuje więc nie tylko funkcjonalność rozwiązania, lecz także pochodzenie technologii oraz poziom kontroli nad całym łańcuchem przetwarzania danych. W przypadku firm operujących w Europie szczególnego znaczenia nabierają rozwiązania rozwijane i utrzymywane w UE – a najlepiej w kraju, w którym działa sama organizacja. W tym ujęciu wybór platformy przestaje być wyłącznie decyzją IT. Staje się elementem strategii zarządzania ryzykiem, budowania stabilności i długofalowej niezależności.

Low-code i vibe coding: co przetrwa próbę czasu?

Debata wokół tego, czy low-code wciąż ma rację bytu, tak naprawdę dotyczy poziomu dojrzałości organizacyjnej firm. Bo pytanie nie brzmi już: „Jak szybko wygenerować kod?”, tylko: „Jak szybko i odpowiedzialnie dostarczać wartość biznesową?”.

Vibe coding skraca dystans między pomysłem a pierwszą wersją rozwiązania, ale to dopiero początek drogi. Prawdziwe wyzwania zaczynają się wtedy, gdy rozwiązanie ma działać w skali, integrować się z istniejącą architekturą, spełniać wymogi bezpieczeństwa i być rozwijane przez kolejne lata. Właśnie tu rozstrzyga się rola low-code – nie jako alternatywy dla AI, lecz jako ramy, która porządkuje jej wykorzystanie. W erze generatywnej szybkości przewagę zyskają nie ci, którzy wygenerują najwięcej kodu, lecz ci, którzy najlepiej zapanują nad jego jakością, spójnością i utrzymaniem. Technologia przyspiesza, ale odpowiedzialność za jej użycie pozostaje po stronie organizacji. I to dlatego pytanie o sens low-code nie dotyczy mody czy trendu – dotyczy strategii.

Productive24: platforma low-code z GenAI na pokładzie

Productive24 to platforma low-code, która umożliwia szybkie budowanie bezpiecznych, skalowalnych i wieloplatformowych rozwiązań IT – bez potrzeby angażowania programistów. Dzięki technologii low-code analitycy biznesowi mogą samodzielnie projektować i rozwijać złożone aplikacje, w których sztuczna inteligencja – m.in. dzięki wbudowanemu silnikowi Workflow Agent Builder – jest w pełni zintegrowana z rozwiązaniami budowanymi na platformie.

Platforma umożliwia dodatkowo budowę narzędzi MCP (Model Context Protocol) za pomocą low-code W efekcie organizacja zyskuje bardziej precyzyjne odpowiedzi modeli, optymalizację kosztów pracy LLM oraz pełną kontrolę nad zakresem informacji udostępnianych sztucznej inteligencji. Za sprawą MCP działa na takich samych zasadach jak użytkownik systemu – ma dostęp do danych zgodnie z uprawnieniami, porusza się po aplikacji, realizuje zadania i podejmuje decyzje w ramach przypisanej roli. Wszystkie operacje odbywają się w oparciu o obowiązujące mechanizmy bezpieczeństwa, role, poziomy dostępu oraz pełną audytowalność działań.

Zacznij od PoC lub MVP – ze wsparciem ekspertów!

Chcesz sprawdzić nową Productive24 AI w praktyce? Postaw na PoC lub MVP – dzięki gotowym komponentom, low-code i wbudowanemu AI pierwsze działające rozwiązania możesz uruchomić w kilka dni – bez długiej implementacji i angażowania zespołu developerskiego. Nasi eksperci pomogą zaprojektować i przeprowadzić pilotaż dopasowany do Twoich procesów. To szybki i bezpieczny sposób, by realnie ocenić wpływ AI, zanim zdecydujesz się na skalowanie.

Sprawdź Productive24 AI w praktyce!